piątek, 15 marca 2013

Sick Love. 1

   Był sobotni poranek. Ładny poranek. Wychodziłam właśnie z gabinetu lekarskiego, do którego musiałam wchodzić co najmniej  raz w miesiącu. Było to męczoące, ale konieczne.
  Mama czekała na mnie przed szpitalem. Po wizycie miałyśmy iść na kawę do Starbucksa.
 Szłam korytarzem w stronę wyjścia, co chwila pozdrawiając znajomych lekarzy, pielęgniarki, chorych. Przyjeżdżałam już tu jakiś czas, więc znałam wszystkich i wszyscy znali mnie. Chyba, że przyjeżdżał ktoś nowy.
  -Hej Promyczku, dokąd idziesz?- odwróciłam się i zobaczyłam idącego w moim kierunku wysokiego bruneta, pielęgniarza. Miał dwadzieścia cztery lata i był jednym z pierwszych ludzi, z którymi się zakolegowałam w szpitalu.Po miesiącu znajomości zaczął mnie nazywać promyczkiem, bo jak twierdził, dzięki mnie szpital opuściła ponura atmosfera.
 -Hej Nate. Co u ciebie?-zapytałam. -Jak się udała randka?
 -Porażka. Koleś był tak najarany....-pokręcił głową. Najbardziej w nim podobało mi się, że nigdy nie krył się z tym,  że był gejem. Niestety, przez to kim był, wielu ludzi nienawidziło go, obrażało.
 - Jak to jest, że zawsze jak idziesz na randkę, trafia ci się jakiś dupek?
 -Życie kochana, życie...-wzruszył ramionami.
 -Mnie to mówisz?-mruknęłam. Nate mrugnął w odpowiedzi.
  Pożegnałam się z nim i wyszłam na zalany promieniami słonecznymi dziedziniec. Była wczesna wiosna, z czego bardzo się cieszyłam, mimo że pogoda jeszcze nie raz dawała się we znaki. Przeszłam na parking dla gości zaczęłam się rozglądać za srebrną hondą mojej mamy.  Gdy w końcu ją znalazłam moja rodzicielka wysiadła z samochodu i pomachała mi. Podeszłam do auta i usiadłam od strony pasażera. Pojechałyśmy do Starbucksa, po czym weszłyśmy do kawiarni. Już od progu uderzył w nas zapach świeżej kawy. Kochałam to miejsce; gdybym mogła, spędzałabym tu każdą wolną minutę. Jednak brak prawa jazdy bardzo utrudniał człowiekowi życie....
   Wybrałyśmy sobie z mamą stolik, po czym udałam się złożyć zamówienie. Chwilę poczekałam na swoją Latte, po czym odniosłam ją do stolika i wróciłam po mrożoną kawę mamy. Zapłaciłam za napoje i odwróciłam się, by dołączyć do mamy.  Jednak przez swoją nieuwagę poczułam, że ktoś na mnie wpada,a mrożona kawa wylatuje mi z rąk. Wprost na wysokiego bruneta stojącego naprzeciwko mnie. Stałam tam, przyciskając ręce do ust.
- O mój Boże! Przepraszam, bardzo przepraszam!-wykrzyknęłam zawstydzona. Wszyscy się na nas patrzyli.-Ktoś na mnie wpadł i kawa mi wyleciała z rąk. Przepraszam!
- Nic się nie stało, spierze się-pocieszył mnie chłopak patrząc na wielką plamę na swojej piersi. Chwilę potem podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Udało mi się zarejestrować jeszcze duże, kształtne usta i prosty nos. Był niesamowicie przystojny, przez co na chwilę zaniemówiłam. Szybko jednak się ogarnęłam, zdając sobie sprawę jak głupio muszę wyglądać.
- Ja...przepraszam-bąknęłam czerwieniąc się."Ogarnij się!"-skarciłam się w myślach. Teraz już naprawdę musiałam wyglądać jak idiotka.
- Naprawdę nic się nie stało! Widziałem jak ten gościu na ciebie wpada. Nawet nie przeprosił-prychnął. Uśmiechnął się do mnie ukazując dwa rzędy idealnie prostych, białych zębów. Zarumieniłam się jeszcze bardziej, ale odwzajemniłam uśmiech. Chłopak znów otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, ale wtrącił się jakiś blondyn.
- Sorki, że przeszkadzam, ale trochę nam się śpieszy-wtrącił patrząc na mnie, po czym przeniósł wzrok na bruneta.
- Tak, musimy już iść-mrugnął do mnie i razem z blondynem opuścił lokal. Wróciłam do kolejki i zamówiłam drugą kawę mrożoną, po czym wróciłam do zniecierpliwionej mamy.

***


Od incydentu w Starbucksie minął już tydzień, jednak moje myśli wciąż  zaprzątał nieznajomy z kawiarni. Cały czas myślałam o tych czekoladowych oczach, a kiedy już udało mi się skoncentrować na czymś konkretnym, zaraz się rozpraszałam by znów powracać myślami do tamtego wydarzenia.
   Siedziałam na łóżku "rozwiązując" zadanie domowe z matematyki, kiedy usłyszałam z dołu wołanie mamy:
- Rose! Lissa przyszła!
-Niech wejdzie na górę!-odkrzyknęłam zbierając notatki z łóżka.Rzuciłam je na biurko nie starając się nawet, żeby tu ogarnąć. Moja przyjaciółka widziała mój pokój w o wiele gorszym stanie niż dzisiaj. Usłyszałam kroki na korytarzy, a chwilę później drzwi uchyliły się i ujrzałam uśmiechniętą twarz pokrytą licznymi piegami. Te, połączone z miedzianymi falami włosów oraz zielonymi oczami wyglądały uroczo, ślicznie wręcz.  Lissa weszła do pokoju i rozwaliła się na łóżku, dalej szeroko uśmiechnięta. 
- Też się cieszę, że cię widzę- prychnęłam zrzucając jej nogi na ziemię. 
- Chyba się zakochałam -westchnęła. Przewróciłam oczami- mówiła to średnio co dwa miesiące. Niby nic takiego, ale na dłuższą metę stawało się to bardzo uciążliwe; już dawno przestałam zapamiętywać imiona kolejnych wybranków przyjaciółki.
- Mówisz tak za każdym razem.
-Tak, ale teraz to coś innego! Teraz....teraz chyba naprawdę się zakochałam- spoważniała, co od razu mnie zaniepokoiło. NIGDY nie przestawała się uśmiechać; nawet na pogrzebie babci....
-No dobra..jak on ma na imię?
- Nate - zarumieniła się. Uniosłam brwi w geście zdziwienia. Z naszej dwójki to ja byłam ta nieśmiała.Jednocześnie pomyślałam o swoim przyjacielu. Problem w tym, że on był gejem. A szkoda...- Musisz go poznać!- zerwała się na nogi i pociągnęła mnie za sobą.
-Ale że teraz?-złapałam w biegu telefon i wybiegłam za Lissą z pokoju-a raczej ona mnie z niego wyciągnęła.
-No teraz, a kiedy?
 Wychodząc z domu zdążyłam tylko poinformować o tym mamę, bo Ruda dalej mnie ciągnęła.  Zanim zdążyłam się zorientować, dokąd mnie ciągnie weszłyśmy do parku.  Weszłyśmy do miejscowej kawiarni i zamówiłyśmy sobie lody i gorącą czekoladę ( przyp.aut. tak wiem, to nie ma sensu, ale ja tak na przykład lubię ;P ) i po zapłaceniu wyszłam prze lodziarnię, gdzie miałyśmy czekać na nowego ukochanego Lissy.
 Czekałam i czekałam, a piegowata dalej nie wychodziła. Zniecierpliwiona spojrzałam na zegarek.  Już miałam z powrotem wejść do kawiarni, gdy usłyszałam za sobą męski głos:
- Lepiej uważaj, bo mogłabyś jeszcze tym kogoś oblać.
 Odwróciłam się i ze zdumieniem spostrzegłam, że przede mną stoi  nie kto inny, tylko brunet ze Starbucksa.

________________________________________________________________________________
 Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam!!! Ale wiecie jak to jest: ferie bez internetu, potem obóz, rekolekcje, nadrabianie zaległości, a na dodatek cały czas mieliśmy jakieś sprawdziany albo kartkówki -,- Jednak od teraz postaram się zreflektować i pisać regularnie.  A i jeszcze jedno: są tu dwaj rożni <!!!> chłopcy o imieniu Nate jak coś ;)Obiecuję!Pozdrawiam :)

sobota, 2 lutego 2013

Sick Love. Prolog

   Rozpacz. Tylko to. Tylko rozpacz. W oczach rodziców widziałam tylko rozpacz. Z resztą, sama pewnie nie wyglądałam lepiej...
   Kiedy lekarz powiedział, co mi jest, w pierwszej chwili myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Mimo, że to nie jest powód do żartów. A lekarze z takich rzeczy na pewno nie żartują.
   Patrząc na to w telewizji, czytając o tym w książkach, gazetach nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, co czują ci ludzie. Nie potrafimy się postawić na ich miejscu. Myślimy "Przykro mi. Naprawdę. Dobrze, że mnie to nie spotkało". I tyle. Nie zdajemy sobie sprawy, że to może się przytrafić każdemu z nas.
 Teraz wiem, że życie jest krótkie. Zbyt krótkie, żeby się przejmować, wahać czy powstrzymywać.      Teraz to wiem. Wiem dlatego, że przydarzyło mi się coś, co zdarza się tysiącom ludzi na całym świecie.
 Choruję na białaczkę.

wtorek, 8 stycznia 2013

Hej ;)

 '' Jest ta­ka miłość, która nie umiera,
          choć za­kocha­ni od siebie odejdą.   "

                                     ~Jan Twardowski~


 Na początku chciałam Was powitać i od razu przejdę do wyjaśnień, co znajdzie się na blogu. 
 Będę tu zamieszczać swoje wypociny, a konkretniej 2 opowiadania  o tematyce, jak już pewnie wszystkim wiadomo, miłosnej. Mam nadzieję, że Wam się spodoba  i obiecuję, że pojawi się coś do końca tygodnia ;)


  Taka nuta na dziś ;D

Pozdrawiam,